2020.06.27 - podróż

Pobudka wstać, koniom wody dać...
Jak często mi się zdarza, pół godziny przed budzikiem. Szybki prysznic, kawa i wio...
Wyjechaliśmy równo o 01:00.
Do autostrady droga puściutka, światła drogowe wyłączałem tylko w obszarze zabudowanym.
Potem aż do Piding ruch niewielki, pogoda wyśmienita, można było delektować się widokami. Najpierw, w nocy, oświetlonych miast czy innych budowli,
później do głosu zaczęła dochodzić natura różem Eos.
Są takie chwile, że chciałbyś przycisnąć jakiś guzik i... niech tak zostanie.

  • dobra jajecznica nigdy nie jest zła

    dobra jajecznica nigdy nie jest zła

Do stacji benzynowej w Piding dojechaliśmy około 07:00 (paragon za tankowanie jest z godziny 07:17).
Szybka toaleta bez innych dodatkowych atrakcji, bo za parędziesiąt (85) kilometrów śniadanko w Austrii w zajeździe "Landzeit Tauernalm".
Jak już wspominałem, przypadły nam te Landzeit'y do gustu. Duży wybór, smacznie no i okoliczności pejzażowe.

  • przy takich pejzażach apetyt rośnie

    przy takich pejzażach apetyt rośnie

Bez porządnej jajecznicy na bekonie (w ostateczności szynce), słowo "śniadanie" jest nadużyciem ;-) 

  • korek, ale okoliczności ok

    korek, ale okoliczności ok

O 08:35 siedzieliśmy nad talerzami.

Zdziwiło mnie trochę podejście obsługi do tematu koronawirusa.
Od kilku (nastu?) dni w Austrii obowiązek masek był zniesiony, z czego skwapliwie korzystała obsługa.
Jakby tego było mało, energicznie (choć nienachalnie) przypominali gościom, którzy wchodzili do zajazdu w maskach, że mogą maski ściągnąć.
Taka mała dygresja:
Pisał E.Niziurski w "Sposobie na Alcybiadesa": kto nie umie posługiwać się wolnością, ten działa na szkodę wolności.

Do granicy ze Słowenią (Karawankentunnel) zostało 120 km, czyli spokojne maks półtorej godzinki. Hahaha.
Korek zaczął się 10 km przed tunelem i "zabrał" nam 5,5 godziny.
Zaczęło to pachnieć ponownym przyjazdem do Postojny za rok,
bo prawdopodobieństwo, że nie zdążymy na Zamek - Predjamski Grad - stawało się bardzo różne od zera.

Ale chociaż trochę przez te 5 godzin pooglądaliśmy nawet ładne widoki a Olga umilała czas akustycznie, brzękając na czterech strunach ukulele ;)
Po dojeździe do hotelu, obsługa poinformowała nas, że Grad otwarty jest do 18:00. Znaczy - wpuszczają do 18:00.
Czyli spokojny prysznic i jazda. Od hotelu równe 10 km, ale jakieś 15-20 minut jazdy. Kręto i wąsko.
---
Byliśmy przed 17:00 w hotelu i wyjechaliśmy z domu o 01:00.
Check-in, prysznic i jazda do Grada (przyjmijmy razem niecałą godzinę) - a pierwsze zdjęcie przy Gradzie jest o 17:17.
Znaczy: podróż 1030 km z tankowaniem, śniadaniem i korkiem przed tunelem Karawanke trwała 15.5 godziny a nie 16.5, jak mi się błędnie policzyło.
---
Taaak, Erasmus von Luegg. Pan na twierdzy Predjama. Twardy gość ;-)

  • erasmus von luegg

    erasmus von luegg


Olga twierdzi, że nawet, nawet przystojniacha :wink:
W drugiej połowie XV wieku naraził się cesarzowi Fryderykowi III usuwając z ziemskiego łez padołu jakiegoś jego krewniaka.
Frederico wydał na niego wyrok śmierci, a Erazm dał dyla do Predjamy. Tu nabijał się ponad rok z oblegających go cesarskich.
Burg był tak wkomponowany w skały, że:
- przy pomocy ówczesnej techniki militarnej nie do zdobycia;
- poprzez ciąg jaskiń miał sekretne wyjścia/wejścia i oblegani mieli dostęp do świeżej żywności i czasem obrzucali nią oblegających.
Ale jak to bywa, zdrajców i łapówkarzy nie brakuje.
Jakiś służący zdradził go, gdy Erazm był w wychodku - jedynym podatnym na ówczesne kule armatnie punkcie - pięcie achillesowej zamczyska...
Cysorscy przicelowali i łubudu... Erazm zginął za "drzwiami z serduszkiem" przywalony średniowiecznym gruzem.


Na powyższym zdjęciu, to ten budyneczek po lewej stronie z jednym okienkiem. Leży przy nim kupka ówczesnej amunicji.
Obrobione na kule kamulce wielkości dobrej dyni. Robią wrażenie. Taki kaliber to widziałem chyba tylko w Moskwie przy "Car-Puszce".
Całe zwiedzanie zamku odbywa się bez przewodnika. Przy wejściu (bilet 14,90 € za osobę) otrzymujemy odtwarzacz MP3 z odpowiednią wersją językową.
Interesujące punkty w zamku są ponumerowane. Wystarczy wybrać ten numerek na odtwarzaczu i usłyszymy historyjkę do tego miejsca.
Są co prawda strzałki sugerujące kierunek zwiedzania, ale można się swobodnie przemieszczać w dowolnej kolejności i kierunku.
Ładne widoki z okien i naprawdę solidne mury. Tak sobie stoi już 800 lat. Cały zamek można oblecieć w jakieś 1-1,5 godziny. Ale nikt nie zabroni szwendać się tam cały dzień (oczywiście z biletem ;-) )

Już w zeszłym roku popróbowaliśmy pysznego steka w restauracji hotelowej, nic nie stało na przeszkodzie aby wieczerzalnie powtórzyć.
Tak mi się zdawało. Olga powtórzyła, mi na drodze stanęła jednak pieczona goloneczka. Zbyt zmęczony byłem po tych 1000 km aby walczyć z pokusą.
Teraz tylko prysznic i spać. Pobudka znowu o 01:00.
Po "karawankowym" doświadczeniu, nie chciałbym spóźnić się na prom z Zadaru. Odpływa o 9:00 (mam już na niego bilet) a następny o 17:00.
Niby tylko 380 km, ale mój "plan" przewidywał wschód Słońca na Jadrance a nie na autostradzie. Czyli A7 od Rupy do Kraljevicy i potem już tylko Jadrańską Magistralą, czyli krajową nadbrzeżną ósemką (E65) aż do Zadaru.
Takie pejzaże o świcie działają na mnie lepiej niż mocna kawa, która pita podczas jazdy może zapaskudzić podkoszulek. Mam już spory zbiór takowych ;-)



---
... pamiętam jakie wrażenie wywarł na mnie Triest, gdy w 2014 jechaliśmy do Molunat. Oświetlony port, światła w mieście i już nieznacznie rozjaśnione niebo... Szkoda, że Olka spała i nie mamy zdjęć tego (maje)"statycznego" spektaklu. Uczta dla oczu.
Miast jako takich nie lubię, ale nocny widok na oświetlone aglomeracje ma coś w sobie.
Lubię jeżdzić zimą do Polski, bo gdy wracam jest już ciemno i widok na Kassel mijając parking "Hekulesblick" jest naprawdę uroczy.
A do dziś mam przed oczami "świetlne kręgi Kaszmiru"... wracałem wtedy z Ha-Noi i samolot leciał taką trasą.
Wszyscy spali, tylko boboo z przyklejonym do okna nosem chłonął świetlne kręgi miast osadzonych jakby w kotlinach, a wokół nich majaczyły śnieżne czapy szczytów.
---
Mały suplemencik do tankowania:
gorąca prośba - myjcie przy każdym tankowaniu (albo na każdym postoju) lusterka boczne.
Regularnie oglądam na YT "stop cham" i inne sytuacje na drogach.
Odnoszę wrażenie, że spora część kierowców albo nie patrzy w lusterka, albo patrzy ale nic w nich nie widzi.
Wyrabiając w sobie nawyk ich mycia, człowiek częściej w nie patrzy - choćby z tego powodu by sprawdzić czy jeszcze są czyste.



cdn...

  • no comments yet
Dodaj komentarz
*Miano:
*Email:
*Treść:
Zostaw puste:
 
Script logo